Był dość
ciepły i jasny poranek, ptaki śpiewały prawie wszędzie w lesie... poza pobliżem
mojej jaskini. Nie dziwię im się, strach z pewnością nie pozwala im się nawet
zbliżyć do tego miejsca, tak więc Poranek w mojej grocie był cichy, czyli tak,
jak lubię!
Ponieważ
nie miałem zbyt wiele rzeczy do roboty, postanowiłem wybrać się nad staw, ten
bagnisty. Jest on jakąś godzinę drogi od mojej jaskini. Wszystkie ptaki, które
wcześniej śpiewały w miejscu ścieżki(którą akurat kroczyłem) uciekały. Gdy
dotarłem na miejsce z wody od razu wypełzł bagnonis i mnie zaatakował, lecz ja
korzystając z moich mocy odbierania duszy, wziąłem i jego by się nią posilić.
Stwór rozpłynął się na miejscu, bowiem bagnonisy i wszystkie pozostałe bagienne
stwory nie są niczym innym jak ożywiony szlam a ja miałem za sobą deser.
Po
tym zdarzeniu wskoczyłem do bagna i pływałem w nim z jakieś pół godziny po czym
otrzepałem się z błota, którego było tam pełno i wybrałem się na polowanie...
trwało ono do wieczora ponieważ dusz nigdy dość. Gdy łowy się zakończyły
powróciłem do jaskini.
<KONIEC>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz